Just go into the map screen and select and highlight your objective. It'll now appear in the heads-up display in the game, making it really easy to get there. Bonus: You'll make your way there by
2. click the + icon on the lower left side of the ui. 3. select the Single player of the game from the game main folder. . 4. enable force triple buffering. as for vsync you can force it through your Nvidia/amd control panel, or use the built in vsync option in the game settings menu. 5; and now enjoy you game without those sickening
Assassin's Creed: Unity is a 2014 sandbox action adventure game, and a sequel to 2013's Assassin's Creed IV: Black Flag, the game has the player take on the role of an Initiate as they explore the story of Arno Dorian, who joins the Assassins to investigate the murder of his adoptive father on behalf of his adoptive sister Élise de la Serre, a member of the Templars. The game was released on
2024. Genre (s) Action-adventure. Mode (s) Single-player. Assassin's Creed Mirage is a 2023 action-adventure game developed by Ubisoft Bordeaux and published by Ubisoft. The game is the thirteenth major installment in the Assassin's Creed series and the successor to 2020's Assassin's Creed Valhalla. While its historical timeframe precedes that
Assassin's Creed é uma série de jogos eletrônicos desenvolvida pela empresa Ubisoft. A premissa central da história envolve-se a partir da rivalidade entre duas sociedades secretas ancestrais: os Assassinos, que desejam a paz através do livre-arbítrio, e os Templários, que têm o objetivo de dominar o mundo e impor a ordem na humanidade.
Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd Hỗ Trợ Nợ Xấu. Ostatnia aktualizacja: 23 lipca 2019 Następna Stele Majów Nagroda Poprzednia Łowy na templariuszy Nagroda Stela MajówWyspa Kotów – Stela znajduje się w północno-zachodniej części lokacji, na wzniesieniu, na północ od strefy zastrzeżonej. Wielka Inagua – Stela znajduje się na Wielkiej Inagui. Jej zagadka zostanie rozwiązania w trakcie 1 misji 4 sekwencji kampanii. Tulum – 1 Stela znajduje się w zachodniej części lokacji, na południowy wschód od miejsca polowań na Stela znajduje się we wschodniej części lokacji, w podłużnym budynku tuż przy brzegu morza. Isla Providencia – 1 Stela znajduje się w południowo-zachodniej części lokacji, odrobinę na prawo od zachodniego punktu Stela znajduje się w północnej części lokacji, na wschód od punktu widokowego, na wschód od miejsca, gdzie walczyłeś z Hornigoldem Misteriosa – 1 Stela znajduje się w południowo-zachodniej części lokacji, w budynku na skraju Stela znajduje się w północnej części lokacji, na wschód od punktu widokowego. Pinos Isle – 1 Stela znajduje się po zachodniej stronie lokacji, na południe od punktu widokowego, tuż obok miejsca polowań na Stela znajduje się w północno-wschodniej części lokacji, w budynku tuż obok wybrzeża. Santanillas – 1 Stela znajduje się w północnej części lokacji, w budynku nieopodal miejsca polowań na Stela znajduje się w południowo-wschodniej części lokacji, na północny wschód od najbardziej na południe wysuniętych ruin. Przylądek Bonavista – Stela znajduje się w północnej części lokacji, nieopodal wodospadu. Long Bay – Stela znajduje się na południu lokacji, tuż przy wejściu do Obserwatorium. Matanzas – Stela znajduje się w południowo-wschodniej części lokacji, na wschód od magazynu, poza strefą zastrzeżoną. Tortuga – Stela znajduje się w zachodniej części lokacji, na północno-zachodnim skraju strefy zastrzeżonej. New Bone – Stela znajduje się w północno-zachodniej części lokacji, na zachód od magazynu, w miejscu "wyciętym" ze strefy zastrzeżonej. Na Karaibach znajduje się 16 Stel Majów, rozmieszczonych pojedynczo, bądź parami w niektórych lokacjach. Stela w pełnej okazałości. Po znalezieniu Steli należy się na nią wspiąć i dokonać interakcji z pomocą klawisza B. Rozpocznie się wtedy minigierka. Twoim zadaniem jest dopasować podświetlone na biało elementy z białymi fragmentami rysunku. Rysunek przesuwasz i obracasz z pomocą gałek. Przy rozwiązywaniu zadania wpierw obróć go raz albo dwa, a zorientujesz się, w jaki sposób należy go dopasować do wskazanych rzeczy. Po dopasowaniu gra wskaże miejsce, gdzie Edward znajdzie kamień Majów. Dopasuj rysunek do obiektów i wygraj kamień. Część lokacji ze Stelami jest niedostępna do momentu odkrycia ich w trakcie misji głównej kampanii, tak więc wszystkie kamienie zdobędziesz dopiero pod koniec głównego wątku. Ostatnia Stela znajduje się na Long Bay, do której dotrzesz w 3 misji 10 sekwencji. Następna Stele Majów Nagroda Poprzednia Łowy na templariuszy Nagroda
Gdzie zanieść te kamienie? Bo z tego co wiem, gdzieś odblokować można za ich pomocą zbroję, ale nie wiem gdzie jest odpowiednia lokacja..
Podczas niedawnej gali VGX 2013, nazywanej "Oscarami świata gier", Assassin's Creed IV: Black Flag zdobyło tytuł najlepszej gry akcji. W pokonanym polu zostawiło odświeżoną Larę Croft, bijące rekordy sprzedaży GTA V i głośny exclusive na PS3, The Last of Us. Zasłużenie? Prestiż nagrody obniża nieco przypadek GTA V, któremu porażka w tej konkretnej kategorii nie przeszkodziła sięgnąć po najważniejszy tytuł gry roku, podczas gdy produkcja Ubisoftu nie była do niego nawet nominowana. Niemniej uhonorowanie jej w kategorii action/adventure nie jest wypadkiem przy pracy, ani odkrajaniem na siłę kawałka tortu dla jednego z największych potentatów branży. Najnowsza część cyklu to udany tytuł, a zarazem powiew świeżości w tej dotychczas nieco skostniałej serii. Na morzu pirat, na lądzie asasyn Wadą Assassin's Creed była zawsze monotonia i konieczność ciągłego wykonywania tych samych czynności. Ich repertuar powiększał się wraz z kolejnymi częściami, ale model rozgrywki pozostawał ten sam. W trylogii renesansowej seria zaczęła już powoli zjadać własny ogon. Dlatego w Assassin's Creed III twórcy zdecydowali się dać graczowi nieco więcej swobody. Bieganie z tomahawkiem po lasach i preriach okazało się jednak równie interesujące, co konne podróże po bezdrożach w poczciwej części pierwszej. Potrzeba było czegoś nowego, większej zmiany jakościowej. I tak stało się w Assassin's Creed IV: Black Flag, oferującym wielogodzinną morską przygodę. Epizody na wodzie były wprawdzie obecne już w trójce, ale teraz stały się integralną częścią rozgrywki i zdecydowanie wyszło to grze na dobre. Wraz z nowym bohaterem – Edwardem Kenway'em, młodym piratem, który przypadkowo wszedł w posiadanie rynsztunku asasyna – możemy odwiedzić XVIII-wieczną Kubę, Jamajkę i liczne pomniejsze wyspy, gdzie czekają na nas standardowe atrakcje serii, ale także żeglować w trybie sandbox po obszernym akwenie Morza Karaibskiego i zakosztować nieco nowości. Na suchym lądzie wciąż zajmujemy się tym, do czego przyzwyczaiły nas poprzednie części: przyjmujemy zlecenia zabójstw, okradamy magazyny, ścigamy kurierów, etc. Czeka na nas także mnóstwo przedmiotów do zebrania – od skrzyń ze skarbami, przez listy w butelkach, po kamienie Majów, które w komplecie pozwolą zdobyć legendarną zbroję. Po mapie porozrzucane są też nutki z szantami – świetliste punkty, które zaczynają uciekać, gdy się do nich zbliżymy. Jeśli uda nam się którąś dopaść, powiększy się zasób marynarskich przyśpiewek, którymi nasza załoga umila czas żeglugi. A jest co umilać, bo na morzu spędzamy dużo czasu. Twórcy dali nam do dyspozycji obszerny basen, wypełniony wyspami i statkami (są rejony, gdzie panuje tłok niczym na autostradzie), które możemy zatapiać lub plądrować. Swoboda żeglugi zależy tylko od naszej woli i wytrzymałości Kawki, bo tak zwie się piracki okręt, na pokładzie którego terroryzujemy Karaiby. Po zwycięskich bitwach, w trakcie których ostrzeliwujemy wroga z armat, moździerza lub płonących beczek, możemy przystąpić do abordażu lub wystrzelać wrażą załogę z zamontowanych na burtach folgierzy. Jeśli nam się powiedzie, zdobędziemy towary, które pozwolą rozbudować Kawkę, ewentualnie trafią na sprzedaż. To nie koniec morskich atrakcji. Niektórych wybrzeży strzegą uzbrojone forty, które możemy spróbować zdobyć, krusząc armatami mury i wdzierając się po gruzach do środka. Jeśli zasięgniemy języka w tawernach, poznamy lokalizacje morskich konwojów, transportujących pokaźne skarby. Mamy także szansę zapolować z harpunem na rekiny i wieloryby, a nawet zanurkować w głębiny i tam szukać skarbów. Między już odkrytymi portami możemy przemieszczać się przy użyciu opcji szybkiej podróży, ale jeśli zdecydujemy się podróżować w czasie rzeczywistym, być może zaskoczy nas zmieniająca się w trakcie żeglugi pogoda – zdarzają się sztormy z wysokimi falami i trąbami powietrznymi. Wreszcie, możemy dorobić się własnej floty kupieckiej, złożonej ze zdobycznych okrętów i wysyłać ją w misje handlowe. Zabawa na wodzie jest odpowiednio zróżnicowana i minie wiele godzin, nim zaczniemy odczuwać znużenie, zwłaszcza jeśli będziemy ją sobie urozmaicać wizytami na suchym lądzie. Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone O urozmaiceniu pamiętali też twórcy, którzy umiejętnie poprowadzili przebieg głównych misji. Zadania na lądzie przeplatają się z zadaniami na morzu, a brutalne starcia z cichymi śledztwami i skradankami. Nie zabraknie też wizyt w "realnym" świecie. Choć historia Desmonda Milesa teoretycznie dobiegła już końca, wciąż korzystamy z Animusa i synchronizujemy wspomnienia, tym razem jako bliżej nieznany pracownik korporacji Abstergo. Tradycji stało się więc zadość i nadal jest to symulacja w symulacji (Baudrillard, gdyby wciąż żył, byłby zachwycony serią Ubisoftu). Równie charakterystyczna dla tej serii jest niemożność zmiany stopnia trudności, na co niektórzy narzekają. Utyskiwania są uzasadnione, jeśli chodzi o system walki bronią białą. Wciąż jest on prosty i właściwie bezstresowy, jeśli tylko pamiętamy o kontrowaniu i przełamywaniu gardy przeciwnika. Po pewnym czasie zaczyna to nużyć, przydałoby się więc jakieś zróżnicowanie lub przynajmniej opcjonalne utrudnienie. Pozostałe elementy gry wydają się stanowić rozsądny kompromis między wyzwaniem a komfortem rozgrywki. Nic nie jest przesadnie trudne, ale nie brakuje też okazji do nagłej desynchronizacji. Na przykład podczas nurkowania możemy zginąć poparzeni przez płaszczkę, pożarci przez rekina, roztrzaskani o skałę przez podwodne wiry, albo po prostu utopić się z braku tlenu. Gameplay urozmaicają nieliczne sekwencje QTE (pojawiające się przy starciach z dzikimi zwierzętami) oraz elementy craftingu. Gdy z chaszczy wyskoczy na nas jaguar, musimy wykonać prostą czasówkę z dwoma-trzema klawiszami, żeby odepchnąć zwierzę i zachować punty życia. Jeśli wykażemy się refleksem, zdążymy jeszcze sięgnąć po pistolet i ustrzelić uciekającego kota. Jego skóra posłuży do wykonania nowego płaszcza, niedostępnego w portowych sklepach. Ze skór i kości innych zwierząt możemy także wykonywać strzałki do dmuchawki czy kaburę na pistolet. Istnieje też oczywiście opcja zakupów. Zarobione pieniądze jest na co wydawać – od lepszego uzbrojenia, po nowe fatałaszki dla asasyna. Inwestować warto także w Kawkę, bo im jest silniejsza, tym więcej znaczy na morzu. Przyda jej się mocniejszy kadłub, potężniejsze działa, taran do zatapiania przeciwników, większy zapas kul armatnich, itd. Większość z ulepszeń jest stopniowalna i każdy kolejny poziom wymaga coraz większego nakładu gotówki i materiałów budowlanych. Dla estetów przewidziano też możliwość modyfikowania czysto ozdobnych elementów statku. Za odpowiednią cenę do nabycia jest kilka rodzajów żagli, zdobionych kół sterowych, czy figur dziobowych. Brakuje chyba tylko papugi na ramię albo opcjonalnej drewnianej nogi. Niebieska toń, rajskie wyspy i kiepska fabuła XVIII-wieczne Karaiby prezentują się w grze naprawdę ładnie. Trzy największe miasta – Hawana, Kingston i Nassau – przedstawiają odmienną architekturę i dopracowane są w drobnych szczegółach, podobnie jak mniejsze osady, na które natkniemy się w miarę postępów fabularnych. Dżungla robi wrażenie gęstą roślinnością (choć ona akurat nie jest sandboxowa, poruszamy się tam tylko wytyczonymi szlakami), ale gwoździem programu jest morze z porozrzucanymi małymi wysepkami, zatokami i rafami. Akwen świetnie wygląda zwłaszcza wtedy, gdy nasz okręt osiąga prędkość podróżną, mknąc po realistycznie odwzorowanych falach, błądząc we mgle lub zbliżając się do widocznego na horyzoncie lądu. Oczy cieszy również zwiedzanie eleganckiej i przestronnej siedziby Abstergo Industries, nieco różniącej się komfortem od warunków, w jakich zazwyczaj "pracował" Desmond. Od strony technicznej i wizualnej produkcja Ubisoftu wypada świetnie. Gorzej jest z czymś, co z braku lepszego określenia nazwałbym "duchem gry". Przy rozważaniach o grach komputerowych wciąż często pada nieśmiertelne pytanie: "czy gry są sztuką?". Cóż, gdyby oceniać tylko miarą serii Assassin's Creed, odpowiedź musiałaby brzmieć: nie, nie są. Fabuła nigdy nie była mocną stroną serii i nie inaczej jest tym razem. Czwórka nie opowiada żadnej spójnej historii, jest raczej ciągiem scen dialogowych, mających powiązać akcję w miarę sensowną całość. Wszystko jest wykonane perfekcyjnie, lecz na każdym kroku czuć, że to tylko gra i nic więcej. Dlatego Black Flag jest wprawdzie znakomitym produktem, ale jednak bardziej produktem niż dziełem kulturowym. A chciałoby się, żeby podczas rozpoczynającej się właśnie kolejnej generacji gier powstawały także produkcje łączące w sobie efektowność, grywalność i opowieść na miarę dobrej książki lub filmu. Oczywiście nie odbiera to Assassin's Creed IV miana najlepszej odsłony w historii cyklu i chyba zasłużonego tytułu zdobytego podczas VGX 2013. Przyszłość pokaże, w jakie rejony rzucą nas twórcy w następnej części, ale oby potrafili umieścić w nich coś równie zajmującego, jak potyczki na Morzu Karaibskim. Plusy: wysoka grywalność dobrze wyważone główne misje piracki klimat (szanty, tawerny, załoga Kawki) podróże i bitwy morskie oprawa wizualna Minusy: pretekstowa fabuła system walki na lądzie mógłby być bardziej złożony Zrzuty ekranu pochodzą z oficjalnych materiałów producenta.
Oto siedemdziesiąty czwarty odcinek mojej serii Zagrajmy w Assassin’s Creed Valhalla PL na 100% (lub jak kto woli: Let’s Play Assassin’s Creed Valhalla PL). Tym razem między innymi przechodzimy misję fabularną „Krwawy kamień”. Produkcja została stworzona przez studio Ubisoft Montreal (przy wsparciu innych zespołów Ubisoftu), a ja gram na PlayStation 5. Kolejne odcinki będę starał się wypuszczać codziennie. Assassin’s Creed Valhalla to kolejna odsłona bardzo popularnej serii gier akcji od Ubisoftu, opowiadającej o odwiecznej wojnie pomiędzy asasynami a templariuszami. Tym razem przenosimy się między innymi do Norwegii i Anglii, a akcja dzieje się w IX wieku. W roli głównej występuje przywódca klanu wikingów o imieniu Eivor, a gracz sam wybiera płeć protagonisty/protagonistki. W serii „Zagrajmy w Assassin’s Creed Valhalla” pokażę Wam przejście gry na 100%, a więc wraz z zaliczaniem wszystkich zadań i aktywności pobocznych (tajemnice, bogactwa, artefakty). Nie chcę ograniczać się wyłącznie do fabularnych misji, bo w serii Assassin’s Creed bardzo ciekawe są także dodatkowe questy. Premiera gry Assassin’s Creed Valhalla na świecie miała miejsce 10 listopada 2020 roku na PC oraz konsolach PlayStation 4, Xbox One oraz Xbox Series X. Jest to też jeden z tytułów startowych dla PlayStation 5 (debiut 12 listopada na świecie i 19 listopada w Polsce). W naszym kraju tytuł został wydany w polskiej kinowej wersji językowej (napisy). Spis moich wszystkich serii „Zagrajmy w” wraz z linkami: Sarge na Facebooku: Sarge na Twitterze: źródło: SargeThePlayer
Za każdym razem, gdy przychodzi mi recenzować tytuł będący kolejną odsłoną wychodzącej co roku serii napotykam ten sam problem. Czy mam oceniać grę wyłącznie za to jak dużą przyjemność czerpie się z obcowania z nią, czy też skupić się na innowacjach w stosunku do poprzedników? W przypadku nowego asasyna miałem jednak do czynienia z sytuacją odwrotną – swoistym nadmiarem innowacji. Assassin’s Creed był jedną z pierwszych gier, w jakie miałem przyjemność zagrać na wówczas nowej generacji konsol. Grafika szokowała jakością, a ogromne, pełne detali i „żywych” ludzi miasta nie pozwalały zebrać szczęki z podłogi. Później pojawiło się AC II, które poprawiło właściwie wszystkie elementy poprzednika, a kolejne, wydawane co roku na jesieni odsłony, dodawały od siebie mniej lub bardziej udane elementy (fatalny tower defense z AC: Revelations śni się pewnie niektórym graczom do dziś, a jego pomysłodawcy za karę od jesieni 2011 roku pływają na galerach), ale nie było mowy o rewolucji. Skoro już mowa o pływaniu, to morze i piraci stanowią główny motyw najnowszej części, o wiele mówiącym podtytule Black Flag. Bitwy morskie, które po raz pierwszy pojawiły się rok temu, spodobały się wielu graczom. W związku z tym Ubisoft postanowił kuć żelazo póki gorące i zbudować sequel wokół pływania po morzach. Piraci są, niezmiennie od co najmniej dekady, bardzo popularnymi bohaterami popkultury, więc osadzenie akcji w złotej erze piractwa (pierwsza połowa XVIII wieku) na Karaibach było logiczną konsekwencją. Protagonistą został Edward Kenway, dziadek znanego z AC III Connora. Jego motywacja do zostania morskim rozbójnikiem jest prosta – nie odpowiada mu praca na farmie na brytyjskiej prowincji za mierną gażę. Wyrusza więc na Karaiby, na rok, maksymalnie dwa, jak to obiecał małżonce, w celu zbudowania sobie pozycji i zgromadzenia środków finansowych. Zrządzenie losu sprawia, że losy bohatera szybko splatają się z trwającym od wieków konfliktem asasynów z templariuszami. Edward po tym, jak jego statek ulega wypadkowi, trafia na nieznaną wysepkę, na której spotyka reprezentanta tego pierwszego stronnictwa. Po krótkiej gonitwie zabija go, a następnie odnajduje list, z którego dowiaduje się, że świętej pamięci jegomość miał dostarczyć artefakt i mapę do gubernatora Hawany. Edward postanawia więc przybrać jego tożsamość i wykonać misję, licząc na dobry zarobek. Dalej opowieść całkiem ciekawie się rozkręca, choć zaznaczyć trzeba że przez większość gry asasyni i templariusze będą na planie dalszym, a my będziemy swoje wysiłki koncentrować na wzmacnianiu budowanej przez piratów „republice wolnych ludzi” w Nassau. Choć oczywiście poszukiwania przez Edwarda legendarnego obserwatorium, narzędzia zdolnego podobno do obserwowania wszystkich ludzi na planecie, nie ujdą uwadze stronnictw. Obserwatorium najbardziej interesuje także templariuszy z teraźniejszości, czyli korporację Abstergo. W krótkich, obserwowanych z perspektywy pierwszej osoby, fragmentach gry rozgrywających się w czasach obecnych, wcielamy się w nowego pracownika Abstergo Entertainment, czyli oddziału firmy zajmującego się elektroniczną rozrywką. Naszym zadaniem jest analizowanie istotnych epizodów z życia Edwarda, a następnie edytowanie ich w ten sposób, aby w przygotowywanej... grze, publika widziała templariuszy jako „tych dobrych”. Sekwencje współczesne są bardzo ciekawe, przede wszystkim dlatego, że sam pomysł, iż Abstergo i Ubisoft zakładają wspólnie oddział w Montrealu i produkują gry jest doskonały. Poza tym w ich trakcie spotykamy znane od wielu lat postaci, a także możemy, dzięki sugestiom od przyjaciela z działu IT, hakować komputery koleżanek i kolegów z pracy, wykonując proste łamigłówki. W pamięci stacji roboczych znajdujemy szereg informacji na temat działalności Abstergo, a także obiektu 17, czyli Desmonda Milesa. Swoją drogą ostrzegam - jeśli nie skończyliście AC III, to lepiej zróbcie to najpierw, ponieważ już pierwsze znalezisko funduje nam dość konkretny spoiler odnośnie do losów tej, niezwykle ważnej dla tego uniwersum, postaci. Natomiast osoby, dla których czwarta odsłona serii będzie pierwszym asasynem (są tacy, serio?) nie powinni czuć się zagubieni, ponieważ scenariusz broni się jako samodzielna opowieść. Skoro mamy do czynienia z grą o piratach, to znaczna część rozgrywki powinna odbywać się na morzu. No i tak faktycznie jest. Co prawda, jak wspomniałem we wstępie, bitwy morskie nie są w serii nowością, to zostały tutaj dopracowane. Wrogie statki nie stoją w miejscu, tylko starają się wykonywać manewry, w efekcie których albo są mniej wystawione na salwy naszych dział, albo próbują wbić się przodem w burtę naszego okrętu, aby zadać mu krytyczne obrażenia i zatopić. Bitwy morskie to nie tylko strzelanie z dział burtowych, ale także wykorzystanie wrzucanych do wody beczek z prochem (można je rozsadzić lub spróbować naprowadzić na nie wroga) oraz moździerzy o sporym zasięgu. Grając w AC IV odnosiłem wrażenie, że developerzy dostali zadanie wsadzić do gry wszystkie, absolutnie wszystkie elementy, które znany z filmów o piratach. Mamy więc tutaj znajdowanie map skarbów, a następnie lokalizowanie na ich podstawie miejscówek, w których należy wbić szpadel w ziemię. Na wielu plażach można znaleźć też listy w butelkach. Po zwycięstwie w bitwie morskiej dokonujemy abordażu albo zatapiamy wrogi okręt bez starcia wręcz, ale wówczas otrzymujemy znacznie mniejszy łup. Możemy też nurkować przy użyciu specjalnego dzwonu (to prawdziwe urządzenie, warto przeczytać jak było wykorzystywane), aby znajdować kosztowności we wrakach statków hiszpańskich i brytyjskich. Co jakiś czas w trakcie żeglugi natykamy się na wyposażone w dużą liczbę dział forty. Gdy uda nam się takowy zdobyć odsłaniają się szczegóły na sąsiadującym z umocnieniami fragmencie mapy, a na okolicznych wodach statki przestają nas atakować bez ostrzeżenia (ten elementy był ewidentnie inspirowany Far Cry 3, podobnie jak niepasujący w mojej opinii do AC system craftingu i polowania na zwierzęta). Wszystkie wymienione aktywności przedłużają zabawę o kolejne godziny. Niestety grając miałem wrażenie, że zostały wykonane co najwyżej poprawnie, bo twórcy jakoś nie potrafili włożyć w nie serca. Może gdy byli rekrutowani do projektu nowego asasyna nie spodziewali się, że będą robić tak naprawdę Asasynów z Karaibów? Nie będę jednak narzekał na wszystkie misje poboczne, ponieważ niektóre z nich są naprawdę fajne. Do gustu przypadło mi polowanie na rekina z harpunem, ale mogło to być spowodowane dużym podobieństwem tej minigierki do starcia z potworem z jeziora, które wciąż doskonale pamiętam z Resident Evil 4. Dobre są też proste zagadki związane z poszukiwaniem kamieni majów, które polegają na dopasowywaniu geometrycznych kształtów do otaczającej „totem” przyrody. Krytykowaną, jako zbytnio ułatwiającą zabawę, gildię asasynów zastąpił tu system rozbudowywania floty handlowej. W podstawowych założeniach jest on podobny, bo statki, podobnie jak kiedyś uczniowie możemy wysyłać na misje o różnym poziomie dochodowości i ryzyka niepowodzenia, ale nie są one w stanie pomagać nam w misjach skrytobójczych (szok, nieprawdaż?). W mojej opinii to zmiana na dobre, choć też przyczepić się można do ekranu „symulującego” starcia okrętów, ponieważ wygląda on jak z gry przeglądarkowej. W grze pozostała oczywiście cała, znana i (nie)lubiana, mechanika skradania, walki i wspinania się. Niestety, trzy obecne w grze spore miasta, Kingston, Hawana i Nassau, nie umywają się pod żadnym względem do Wenecji z AC II, Rzymu z Brotherhood czy nawet, zdecydowanie mniej porywającego, ale wciąż dużego i pełnego szczegółów, Stambułu z AC: R. Tutaj w zamian otrzymujemy dziesiątki zatoczek i wysepek, a także ogromne obszary morskie do przepłynięcia. Wolałbym jednak częściej uprawiać parkour na historycznych budynkach, który jest w mojej opinii znacznie bardziej emocjonujący niż skakanie z gałęzi na gałąź. Skoro już o tym mowa, to dotarcie na szczyt punktu orientacyjnego nie jest w tej odsłonie w żaden sposób nagradzane, brak jakichkolwiek skrzynek ze złotymi monetami. Znajdźki (fragmenty animusa i symbolizujące nowe szanty dla załogi okrętu uciekające przed bohaterem nutki) też rzadko w tych miejscach siedzą. Dobrym pomysłem było za to uczynienie z punktów orientacyjnych narzędzi do szybkiego przemieszczania się między odwiedzonymi już lokacjami. Bieganie i aktywowanie kolejnych kapliczek czy innych studni nie stanowiło jakiejś specjalnej wartości dodanej, nikt za tym płakać nie będzie. Zmniejszono też do absolutnego minimum liczbę różnych sklepów. Teraz mamy tylko dwa rodzaje przybytków – sklep z bronią, amunicją, dziełami sztuki i innymi przedmiotami, z których korzysta Edward oraz magazyn dla kapitanów statków, gdzie możemy w zamian za pieniądze oraz zebrane w trakcie abordaży surowce rozbudowywać nasz okręt, a także upiększać go pod względem wizualnym. To również zmiana na lepsze. Podejrzewam, że dziś nie chciałoby mi się biegać między bankiem, krawcem, zbrojmistrzem, lekarzem i innymi kramikami, jak to miało miejsce we „włoskich” odsłonach serii. Cieszą także, choć nieliczne, nowe animacje postaci, a także zwiększona pula zabójstw kontekstowych oraz sprawne działanie uproszczonego systemu klejenia się Edwarda do narożników i wciągania za nie nieświadomych wrogów. W zakresie systemu walki innowacji niestety nie uświadczymy, wciąż najbardziej efektywną strategią jest czekanie na odpowiedni moment, a następnie wyprowadzanie kontry. Sprawdza się to zarówno w walce bronią białą, jak i wręcz (te ostatnie odbywają się zawsze, gdy trafiamy do nowej tawerny i chcemy skorzystać z jej usług). Przeciwnicy jak czekali na swoją kolej, tak czekają, choć zdarza im się zaatakować jednocześnie, na przykład wtedy gdy jeden operuje mieczem, a drugi muszkietem. To jedyne momenty, gdy napięcie u grającego odrobinę wzrasta, bo można w ciągu kilku chwil stracić cały pasek energii. Więcej emocji dostarczając mimo wszystko misje skradankowe. Niestety, zadań w których musimy pozostać niewykryci jest niewiele, a szkoda, bo zostały zrealizowane ze sporą dbałością o detale i zmuszają nas do częstego korzystania "wzroku orła" oraz chowania się w trawie. Między innymi z tego powodu dużą przyjemność sprawiały mi misje składające się na poboczny wątek fabularny, w których Edward poluje na grupę templariuszy, z których każdy posiada klucz, a komplet tychże odblokuje dostęp do legendarnej zbroi. W głównym wątku pierwsza misja skrytobójcza pojawia się dopiero pod koniec trzeciej sekwencji, czyli po około 3-4 godzinach zabawy, a później też jest ich, jak na grę o asasynach, zdecydowanie za mało. Niestety, chęć stworzenia gry atrakcyjnej dla możliwie najszerszej grupy odbiorców zaowocowało ograniczeniem elementów, które przez lata stanowiły o popularności serii. Nie zrozumcie mnie źle, Assassin’s Creed IV: Black Flag nie jest w żadnej mierze złym tytułem. Zdaje się być pod wieloma względami bardziej dopracowany niż dwie poprzednie edycje. Przykładowo w trakcie kilkunastu godzin zabawy zdarzyły mi się tylko dwa czy trzy błędy, z czego jeden faktycznie był frustrujący, bo gra nie zaliczyła prawidłowo wykonanej misji i trzeba było powtórzyć ostatni punkt kontrolny. W takim AC: R więcej przekłamań i glitchy zobaczyłem w trakcie pierwszych dwóch godzin. Wizualnie jest również przyzwoicie, choć woda (zarówno jej wygląd, jak i fizyka) zdaje się być rodem z początku obecnej generacji, co w przypadku gry, w której połowa zadań odbywa się na morzu jest rozczarowujące. Poza tym AC IV za 200 złotych proponuje ogrom zabawy – mimo że oferowanym przez grę trybom i typom zadań poświęciłem kilka akapitów, to nie opisałem wszystkiego. Na zrobienie 100% synchronizacji w singlu potrzeba kilkudziesięciu godzin, a pozostaje przecież jeszcze tryb multiplayer. Jedni go kochają, wielu innych nie rozumie lub uważa za słaby. Teraz jest jednak szansa, że część tych drugich dołączy do bractwa fanów, ponieważ developer zaimplementował tryb Game Lab, który pozwala graczom modyfikować ponad 200 różnych parametrów gry i w ten sposób tworzyć dostosowane do swoich preferencji warianty trybów sieciowych. AC IV jest więc w mojej opinii, mimo tych wszystkich niezaprzeczalnych zalet, nie do końca pasującą do siebie fuzją dobrej gry z uniwersum AC i niezłego tytułu o morzu i piratach. Gdyby rozdzielić go na dwie oddzielne produkcje i do każdej z nich dorobić trochę zawartości, to pewnie bardziej bym je docenił. W tym kontekście jestem bardzo ciekaw jakie wyniki otrzyma Ubisoft z sondażu do którego jesteśmy zapraszani w trakcie gry – po ukończeniu każdej misji z wątku głównego możemy dać jej od 1 do 5 gwiazdek, w zależności od tego, jak bardzo nam się podobała. Domyślacie się pewnie, które zadania otrzymywały ode mnie maksymalne noty. Assassin's Creed IV: Black Flag za pełną cenę rekomenduję jedynie fanom pirackich klimatów – oni dostaną tu wszystko, czego oczekują, a na dodatek sporo „prawdziwego” asasyna. Wszystkim innym radzę poczekać na obniżkę albo na wersję na PS4/Xboxa One, która zaoferuje co prawda to samo doświadczenie, ale w (oby znacznie) lepszej oprawie.
assassin's creed 4 kamienie majów